podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
Blog > Komentarze do wpisu
Już się boję, już się nie boję - seria 2 i 3

Tyle się wydarzyło, że na początek zasypię bloga postami, bo wepchnięcie tego wszystkiego w jeden przypominałoby próbę spakowania do plecaka całej makiety bitwy pod Waterloo w skali 1:17 i 3/4. Postaram się oszukać Chaos.

Przyszedł tydzień przed wylotem i coraz częściej po zgaszeniu światła przewracałem się z boku na bok. W głowie pojawiały się niestworzone sytuacje: atakowały mnie hieny, łapałem gumę w adidasie czy zapominałem jak powiedzieć "sążniście" po aramejsku. Zaczął się niepokój wewnętrzny i szukanie dziury w całym. Ale nic to! Jak sobie z tym poradzić - prosta sprawa: wpaść w wir przygotowań końcowych. Gdy doba się nie rozciąga, trzeba ograniczyć takie rzeczy jak sen i zasypianiu robi to nienajgorzej :)

Niestety nic nie trwa wiecznie i dwa dni przed odlotem reise fiber zaatakowała ponownie. Parę rzeczy odłożyłem na za późno, parę wyskoczyło ex machina i ex homini. A czas, jak to czas, ominął mnie przebiegając nieubłaganie. Do tego doszły wszelakie strachy, czy zrobiłem wszystko, co się dało, czy lista wyjazdowa przepisywana kilkakroć zawiera wszelkie niezbędne do życia i fotografowania przedmioty i tak dalej, i tak dalej. Ostatniej nocy odpuściłem więc spanie prawie całkowicie.

W takim sielankowym nastroju, z bułkami słodkimi i nie, zapakowanymi przez zapobiegliwą Matkę, stawiłem się na Okęciu. Podróż została napoczęta, a ja zacząłem się uspokajać. Bo co więcej mogłem zrobić? Czas już upłynął i wpadałem w podróżne tory. Problemy, które dwa dni temu spędzały mi sen z powiek teraz będą jedynie problemami do rozwiązania, przeszkodami do pokonania. Cokolwiek się zdarzy, trzeba będzie przyjąć. Kismet. Los jednak nie poddał się do końca i samolot do Brukseli (najtańsza trasa na Cypr to była Warszawa-Bruksela-Larnaka) opóźnił się. Niby nic, ale poszła plotka, że nie odleci, co oznaczałoby przełożenie całej mojej eskapady i utratę drugiego połączenia. Ale 2 godziny później przyjechała do Warszawy moja Przyjaciółka skupiając całego pecha na sobie i to pozwoliło mi przekroczyć cichaczem bramki. Strach wyparował, a jego na jego miejscu zasiadło Dziecko.

Dziecko jest fantastyczną Osobistością. Widzi dużo więcej niż otaczający je dorośli, wszystko je fascynuje i wszystkim potrafi się cieszyć. Świat dla Dziecka jest jak.. jak nie wiem co. Coś hipnotyzującego swoją nowością i zapierające dech w piersiach, odsłanianiem tych samych, starych rzeczy w nowym świetle. Dziecko nie ma czasu na strach, bo jak tu się bać, gdy przed oczami masz błyszczącą grzechotkę.

środa, 16 lutego 2011, endoftheworld

Polecane wpisy