podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
Blog > Komentarze do wpisu
Liba...

Siedzę w korycie strumienia. Jest wąskie, zarośnięte krzakami, drzewami. W wodzie wśród glonów baraszkują rozkosznie kijanki. Co chwilę przelatuje jakiś ptak, ważka czy komar. Obcuję z naturą i za nic mam przejeżdżające górą wąwozu ciężarówki. Siedzę z laptopem na kolanach i miarowe ciurkanie strumykowej wody uznałem już za tło dźwiękowe. Nie zauważam też plastikowych śmieci osadzonych na gałęziach przez zimową wyżówkę. Siedzę i czytam jednego z moich idoli, oczywiście jak Pan Bóg przykazał w wersji cyfrowej, na komputerze. Nie robię nic, w zasadzie się lenię. Samorozwój przez lenistwo, hartowanie ducha przez nieróbstwo. Za drzewem za moimi plecami jest wyrobisko, mały kamieniołom. W nim stoi pół ciężarówki-zabawki jakby dzieci kopiowały pracę dorosłych w ich naturalnym środowisku. Siedzę w korycie i napawam się naturą.

Strumień w lesie.

I tak mija mi czas w Libanie. Chyba w Libanie, bo przestałem zwracać uwagę gdzie się znajduję. Oczywiście, że w Libanie, bo Syria jest zupełnie inna. No i pogranicznicy by mnie poinformowali o przekroczeniu moich uprawnień do przekraczania. Chyba w Libanie - nie zwracam już na to uwagi. Rzuciłem w kąt turystykę, a na półkę, z ciut większą atencją, odstawiłem podróżnictwo. Zostawiłem sobie w słoiczku wymieszane pól na pół lenistwo z włóczęgostwem.

Zamek morski w Sydonie.

Byłem w Saidzie lub w Sydonie, można wybrać sobie nazwę. To jedna z głównych atrakcji tego kraju, co to nie mam pewności, czy w nim jestem jeszcze. Widziałem nawet wcześniej ulotkę dla zwiedzaczy. Obszedłem atrakcje: meczet, plażę, zamek na wodzie morskiej, zamek na skale lądowej, suk, czyli dzielnicę bazaru, meczet, meczet, meczet, karawanseraj. Wypełniłem obowiązek i uznałem, że czas odpocząć od niego. Odpłynęła gdzieś cała przyjemność. Czy to z powodu długości mojej podróży? Czy opatrzyły mi się już ruiny? Próbowałem po rosyjsku policzyć ile już ruinomiejsc widziałem od wylądowania w Larnace, ale na sorok się zatrzymałem. A nie jest ze mnie wcale taki archeolog. Więc może wypodróżowałem się już? Może czas zacząć myśleć o powrocie? Może... Najlepiej zawsze mi się myślało idąc, a jeszcze lepiej gdy idąc pod górę i w dół faluje razem ze mną okoliczny krajobraz.

Libański las.

Dolina Qadischa.

Zostawiam więc ruiny, miasta, muzea, pomniki, kolejki linowe i wielkie posągi Madonn, Hamry i inne ulice-wizytówki, atrakcje UNESCO, warownie, porty, suki, meczety i co tam jeszcze magicy z przewodników potrafią wyciągnąć. W górę. Byłem już na najwyższym szczycie Libanu, mogę teraz zdobywać niższe góry, przełęcze i zbocza. W dół. Odpuszczam, jak narkoman odpuszcza stazę. W górę. Chcę się pogrążyć w haju bezcelowości i nieoznaczoności. W dół. Będę mógł potem opowiedzieć byłem gdzieś w górach, tu jest parę zdjęć, właściwie nie do końca wiem gdzie robionych, raczej nie byłem ostatnio nigdzie i nie widziałem właściwie nic. W górę. O, a tu przeleżałem i przespałem jakiś czas. Jakiś, bo nie patrzyłem na kalendarz. W dół. Zaszywam się jak alkoholik, by opanować nałóg.

Okno w sklepie w winnicy.

A może to tylko jak leczenie morfinistów kokainą...?

Zachód słońca nad Morzem Śródziemnym.

PS. Dla rozgrzania Waszych pragnień podróżnych parę zdjęć moich widoków z okna :D czyli co widzę, jak się obudzę.

Moje miejsce do spania.

Moje miejsce do spania.

Moje miejsce do spania.

sobota, 23 lipca 2011, endoftheworld

Polecane wpisy