podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
Blog > Komentarze do wpisu
Liban znaczy biały

Bach, czas na zmianę kraju! Notki syryjskie będą później - teraz coś aktualniejszego :)

        --------------------------------------------------------------------------------------

Liban, Lebanon, Lubnanu. Rdzeń LBN odnosi się do bieli. Ale nie bieli LaBaNu lub LaBNe - dwóch rodzajów sera białego, choć to też można tu znaleźć. To zwykła biel śniegu. I co się dziwić, przecież i u nas mówimy "białe jak śnieg". Aa! Że Bliski Wschód, pustynie i gorąco, aż wielbłądy tańczą kankana? Bywa i tak, a tu, w Libanie, tymczasem można sandałem w śnieg wdepnąć. Oczywiście nie wszędzie, bo by się wielbłądy poprzeziębiały! Jest nadmorska część gorąca, jak to sobie Arabię wyobrażamy oraz górska gdzie nawet zmarzłem, ale z przyjemnością.
W górach, co wioska to kurort narciarski, a z plaży nadmorskiej, z kurortów leniuchów na stok jest ok. 30 km. Jeżeli mnie znasz, to już wiesz, że piszę z gór i na plaży nie wysiedziałem nawet 15 minut :) Po prostu muszę dbać o cerę...

Autor w górach.

Świetnym miejscem do dbania o cerę jest na przykład Qornet as-Sawda, najwyższa góra Libanu i Libanu. Już śpieszę z wytłumaczeniem powtórzenia: najwyższa w kraju Libanie i w paśmie górskim Libanu. Trochę mniej niż 3100 m nad poziomem szmaragdowego morza. Próbowałem się dowiedzieć dokładnie ile, aby z kronikarskiego obowiązku się wywiązać, ale kto by się tu przejmował takimi drobnostkami jak 50 metrów w tę czy wewtę.

Pod szczytem Qornet as-Sawda.

Śnieżnik na Qornet as-Sawdzie.

Łan kwiatów na górskiej łące.

Góry Liban, a przynajmniej ta część, którą poznałem do tej pory, to ostoja maronitów. To kolejne przełamanie stereotypów: maronici to Arabowie, ale chrześcijanie. Św. Jan Maron, był biskupem Antiochi i przywódcą jednej ze wschodnich sekt. Tu wybiegnę nieco w przyszłość, gdyż Antiochia i rozłamy to na inny post - ważne, że owi chrześcijańscy pradziadowie prali się między sobą na potęgę, toteż góry okazały się być odpowiednim miejscem do obrony.

Dolina Qadisha.

Św. Jan Maron.

Posąg św. Antoniego.

Jedna z ksiąg klasztornych.

Wnętrze klasztornego kościołu.

A potem to już tylko najazdy Krzyżowców, Arabów, Mameluków, Turków i tak aż do Wojny Libańskiej, która zakończyła się... albo jeszcze nie. Powiedziałbym, że konflikty to raczej ponadczasowa regionalna tradycja, niż znak akurat naszych czasów. Zupełnie jak u nas na pograniczu, od Cedyni i Grodów Czerwińskich, po Gliwice i oddziały "Ognia".

Zachód słońca w górach Libanu.

niedziela, 17 lipca 2011, endoftheworld

Polecane wpisy