podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
Blog > Komentarze do wpisu
Policyjna Panika I

Właśnie wróciłem z miasta, usiadłem do komputera i piszę ten tekst. Potem pewnie go poprawię, zmienię i wygładzę, żeby nie był taki, jaki we mnie teraz siedzi. Ja siedzę na materacu na dachotarasie hotelu w Hamie i jest przez Wielkanocą. Wszystkim, nie tylko Matce, piszę, że jest tu spokojnie i nijak się ma to do newsów z telewizora. I właściwie jest to prawda. Właściwie, bo właśnie miałem pierwsze starcie z policją po cywilnemu.
Więc właśnie ? jest tu spokój czy też właściwie go nie ma? Jak dotąd po ponad tygodniu pobytu mogę stwierdzić, że wbrew telewizorom właśnie jest i nie widziałem właściwie żadnych demonstracji, nikt do mnie nie strzelał i nie próbował spałować. A właśnie, że nie ma! I mogę to stwierdzić właśnie na podstawie tego, czego nie widzę.
Kręciłem się po mieście, jak to mam w zwyczaju. Bez celu, bez planu, za to z aparatem. Zwiedziłem już to, co było do zwiedzenia, więc schodziłem z utartych szlaków i głównych ulic. Wtem oczom moim ukazał się widok poszukiwany od trzech dni ? piekarnia. Nie tak łatwo jest znaleźć tu piekarnię ? w Aleppo cały wizerunek piekarni to były jedne zwykłe drzwi o szerokości zwykłych drzwi wychodzące na ulicę. Tylko dzięki nosowi oraz wiecznej kolejce ją rozpoznałem. Dobra, potem znalazłem drugą, która miała jeszcze okienko. Jednak zarówno tu w Syrii, jak i wcześniej w Iranie piekarnie znajdowało się idąc pod prąd strumienia ludzi z chlebem. Chleb-pita musi wystygnąć, bo dostaje się go prosto z pieca, więc niesiony jest zazwyczaj na wierzchu. W Aleppo płaciłem 2 liry (funty) za sztukę. Tu chcą ode mnie 4 albo 4,5 nawet i sprzedawany jest on zwyczajnie, w sklepach. Z tego powodu szukałem piekarni, a że arabija moja mocno szłeja-szłeja, czyli nie za bardzo i ledwo słowo ?chleb? znam, to nie mogłem jej znaleźć. I dziś właśnie kręciłem się po mieście, jak to mam w zwyczaju, bez celu i jak wyżej, i piekarnia.
Przed piekarnią, która tu jest dużym budynkiem, oddalonym od głównych arterii, kłębił się dziki tłum. Ludzie pokrzykują, przerzucają się chlebami, jakiś smyk zwisa głową w dół z rozdzielającego kolejki ogrodzenia, by odebrać zamówienie ? słowem niezły Sajgon. Przynajmniej dla nas, bo tu mam wrażenie, nie było to takie dziwne. Choć nie do końca, bo gdy tylko wyjąłem aparat, pojawił się ten pan:

Policyjny kapuś.

przedstawiam, tak wygląda policyjny szpicel. Ja w tym czasie próbowałem od jednego pana w niebieskiej koszuli wyrwać jak ten przybytek się nazywa po arabsku, bym mógł z spokojnie pytać oń w następnych miastach. Za szpiclem oczywiście nadciągnęła policja po cywilnemu. Przynajmniej za taką się podawali. Szpicel zaś angielski język posiadł w zakresie odpowiadającym swej profesji i wykrzykiwał ?no photo, no photo?. Trochę się poprzekomarzaliśmy, ludzie się stłoczyli, poprzepychali, policjant próbował kogoś złapać.
I właściwie to koniec widzialnej historii ? pan wyciągnął jakąś, chyba właściwą, legitymację po arabsku, ja właściwy paszport po łacińsku i pokazałem mu właściwie zupełne inne zdjęcia, by właśnie szpicel pozostał na mojej karcie pamięci. I powiedziano mi, że właściwie to mogę być wszędzie w mieście, a najlepiej to wszędzie indziej. I taki był właśnie finał tej historii ? a właściwie tego, co było widać.
A czego nie było widać? Mam nieodparte wrażenie, że są tu jakieś problemy z chlebem. Po mąkę ludzie też stali w ogonku. Ale w Aleppo kolejki były mniejsze i ceny dwukrotnie niższe - tu chleb w sklepach jest, ale ludzie wolą szturmować piekarnię. Więc może państwo próbuje chlebem wywierać presję lub nagradzać nim lojalnych? Jak będę mówił po arabsku, to pewnie się dowiem. I będę też wiedział, co mówił policjant wykręcając rękę Niebieskiej Koszuli, bo na razie mam wrażenie, że można tu trafić do aresztu za rozmowę z cudzoziemcem. Świadczy to o poważnej policyjnej alergii, a z doświadczenia wiem, że alergię albo leczy się łagodnymi środkami zaczynając wcześnie, albo jak już jest zupełnie źle, trzeba sięgnąć po ciężką artylerię. Ciężka artyleria w kontekście Hamy kojarzy się bardzo tragicznie...

czwartek, 01 września 2011, endoftheworld

Polecane wpisy