podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
Blog > Komentarze do wpisu
Policyjna Panika II

To nie był słoneczny dzień. Wręcz przeciwnie ? szare, niskie chmury snuły się po niebie, a deszcz starał się siąpić, z mizernym skutkiem. Wysiadłem z autobusu w Homs w Wielką Sobotę, choć tu była to dość zwyczajna sobota. No, może nie do końca. Wyszedłem z dworca już wkurzony przez taksówkarzy, którzy przed dworcem dołożyli mi jeszcze dodatkowo trochę irytacji. Nie, nie potrzebuję taksówki. NIE.
Ruszyłem z buta ku centrum. Teoretycznie według planu, ale plan z informacji turystycznej okazał się ciut odległy od rzeczywistości. Niemniej ja sobie szedłem spokojnie. Ulica, skręt, ulica, skręt. Duże ulice, dwupasmowe i dwujezdniowe rozdzielone betonowymi krawężnikami, by kierowcy nie jeździli zbytnio pod prąd. Zbywałem kolejnych zatrzymujących się taksówkarzy i próbowałem ustalić swoją pozycję na mapie.
Wtem! (zazwyczaj w takich sytuacjach jest to nawet Wtem! Wtem!) podbiegł do mnie mężczyzna, ogolony ale z wąsem, w mundurze w wojskowe, leśne ciapki. Łamaną, pośpiesznie kleconą angielszczyzną zapytał dokąd idę i co robię w Homs. Centrum, turysta. Zwyczajne odpowiedzi, bez wdawania się w szczegóły, bo z resortami siłowymi trzeba zawsze w prosty sposób. "Ale w taki czas? Do Syrii?" usłyszałem już piskliwe i głośniejsze zapytanie. Dobra, wczoraj były tu ponoć jakieś zamieszki, ale dziś miało być już spokojnie. Na ulicach nawet już posprzątano szkło z budek policji drogowej rozbitych podczas demonstracji tej lub którejś z poprzednich. Pytająco podniosłem brwi i zapytałem ?Ale o co chodzi??.
"Musisz ze mną, taksówka" zaczęło robić się ciekawie. Cóż, prosi, to nie będę robił mu rudności (jeszcze byłem na takim etapie), pojadę. Spanikowany żołnierz przelał panikę na taksówkarza i podjechaliśmy 50m do jednostki? posterunku? czegoś gdzie było więcej mundurowych. Tu kolejne pytania, choć z mniejszą dozą stresu ze strony pytających. Ja mam chyba już więcej doświadczenia z policją niż oni z turystami.
Pod owe miejsce zajechał kolejny samochód i zostałem poproszony o udanie się w inne miejsce z innymi panami. Nadal nikt nie chciał mi powiedzieć o co chodzi i dokąd mamy jechać - jestem cierpliwym człowiekiem i potraktowałem to jako przygodę oraz okazję do poznania kraju na trochę inny sposób. Samochód wywinął chołubca na ulicy i okazało się, że cel jest po jej drugiej stronie. Komisariat, może być i komisariat. Wprowadzono mnie na drugie piętro i wskazano odpowiednie otwarte drzwi.
Za drzwiami było biuro jakiejś lokalnej szyszki. Miękkie fotele obite czarnym skajem, sporych rozmiarów biurko, mapy na ścianach i włączony telewizor pod oknem. Z początku podchodzono do mnie jak do jeża, ale dość szybko wyjaśniłem, że jestem 100%-owym turystą. Napięcie z policjantów spadło jak zasłona. Wyjaśnili mi, już przy herbacie, że ktoś zadzwonił z alarmującym zgłoszeniem, że oto na ulicy jest ktoś obcy i ma on aparat fotograficzny. Czujność rewolucyjna została zachowana. Kuchwa le Ojczyzny!
Chciałbym zobaczyć jak przyjeżdża do Homs wycieczka turystów japońskich...

piątek, 02 września 2011, endoftheworld

Polecane wpisy