podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
Blog > Komentarze do wpisu
Prawda - wpis administracyjny

Filozofowie przez wieki głowili się nad problemem: "jaka prawda jest". Drodzy Czytelnicy, prawda jest taka, że powróciłem do Polski. "Szok!" powiedzieli niektórzy, inni nieco dosadniej tradycyjnym słowem oznaczającym kobietę oddającą swe ciało dla profitów finansowych (ale rozgrzeszmy ich, bo jak sami się przyznali, prędzej spodziewali się zobaczyć ducha). Ot, wyskoczyłem jak królik z kapelusza i zamachałem uszkami. Choć z drugiej strony nie wróciłem tak na prawdę - przepakowałem plecak i pojechałem w Tatry zobaczyć narybek geografów na obozie integracyjnym. Trzeba jakoś stopniować powroty :)

Narybek na Kościelcu.

Choć właśnie, czy na prawdę trzeba? Wróciłem autostopem, zajechałem wieczorem do domu i właściwie zrobiłem dokładnie to samo, co robię wracając z tygodniowego wyjazdu. Powtarzam sobie zawsze pakując plecak, że niewielka to różnica czy jadę na tydzień czy na miesiąc - pakuję mniej więcej to samo. Okazuje się, że z powracaniem jest podobnie. Nie za bardzo ma znaczenie ile Cię nie było. Oczywiście jakieś różnice są: jest trochę więcej opowieści, spotkań, zdjęć, osób do obdzwonienia, maili do odebrania. Jednak okazuje się, że kiedyś zacząłem traktować życie w domu jako formę podróżowania. Jest to po prostu kolejny przystanek na drodze. Ja nie wracam, ja się zatrzymuję w miejscu, które znam już bardzo dobrze i czuję się w nim swojsko, ale też nie przestaje mnie ono zadziwiać. Nie było szoku "odnajdywania się w Polsce", "powrotnej aklimatyzacji" itp. Przyjechałem, odstawiłem plecak i po prostu byłem w miejscu, w którym po łyżeczki do herbaty sięgać mogę z zamkniętymi oczami w środku nocy.

Czarny Staw Gąsienicowy z Kościelca.

Odpowiadałem już na pierwsze pytania "jak było". Odpowiedzi były zdawkowe albo były prośbą o uściślenie. Równie dobrze mógłbym zapytać Was "jak było tu". Pewnie odpowiedź brzmiałaby "OK", "normalnie", "jakoś zleciało". To jak u mnie! Trudne są te odpowiedzi, bo pytający oczekują ode mnie chyba czegoś innego. Staram się jak mogę, ale jak tu streścić w paru słowach pół roku doświadczenia? Bo czuję, że ten wyjazd był jak przejechanie mokrą gąbką po zabłoconej szybie. Otworzyły mi się oczy na zupełnie nowe rzeczy, a stare zrozumiałem w nowy sposób. Powiew świeżości przeleciał mi przez głowę i trochę w niej poprzestawiał. Potrząśnięta głowa poprzestawiała myśli jak w kalejdoskopie. Nie, bynajmniej nie mówię o Oświeceniu! Po prostu mogłem popatrzeć na wszystko z innej perspektywy. Tak naprawdę nie sposób opowiedzieć o tych widokach, warto o nich opowiadać, ale opowiedzieć nie da się.

Co dalej? Kto to wie. Następne podróże? Zapewne będą, dokąd to się okaże, kiedy zobaczymy. Na razie mam w planach parę rzeczy do zrobienia tu gdzie jestem. Usłyszałem, że "no pewnie, że wyjadę jeszcze, bo podróże są jak nałóg". Nie, to chyba nie tak. Podróże, małe i duże, są po prostu drogą, którą idę. Niektórzy idą do biura, ja idę do innych krajów. Zwyczajnie, bez fanfar i fajerwerków, z plecakiem zamiast teczki, ale tym samym krokiem. Nie lepszy-gorszy, a taki sam.

Pół tu, pół tam, a oczy siam.

Podróż skończona, ale ponieważ formuła tego bloga zakładała pewien poślizg czasowy posty będę jeszcze tu umieszczał jeszcze przez chwilę. A potem następny wyjazd i ciąg dalszy nastąpi. Czyli opowieść się jeszcze nie kończy, ale już można mnie spotkać na ulicy :)

wtorek, 20 września 2011, endoftheworld

Polecane wpisy