podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
RSS
wtorek, 28 grudnia 2010
Cóż żreć?

Kiedy podróżuje się autostopem i śpi gdziebądź podstawowym kosztem staje się żywność.
Moją stawką dzienną było 10 franków. Tak jakoś wyszło, okrągłe dobrze się toczy. Co więc jeść, by przeżyć. O Yum-Yumach zapomnijcie - tu jest to na stoisku z chińskim żarciem kosztuje 1,5 - 2 Fr. A ja potrafię na jeden obiad wszamać i dwa. Podróżując po Niemczech jadłem fajne puchy - 800g żarcia (jeden duży obiad, nie zwracajcie uwagi na napis "4 porcje" i przystawcie się do tego na kolację, najwyżej zostanie na śniadanie i będzie wiadomo, że trzeba inwestować w mniejsze "2 porcje", są i takie), zazwyczaj jakaś fasola z mięsem, poniżej 3 euro. Cóż, tutaj ogranicza się to do białej fasoli w sosie pomidorowym, soczewicy z boczkiem (to jest naprawdę ok) i ravioli. Reszta dań (klopsiki i coś z grzybami) są po 5-6 Fr i choć są dobre, to są dość drogie. Ravioli, no cóż, raz w miesiącu idzie zjeść, tyle komentarza.

Chleb trzeba kupować w supermarketach, zazwyczaj jest. W piekarniach jest pieruńsko drogi (i 10-krotnie droższy potrafi być). Ja się żywiłem Ruchbrotem i Halbweissbrotem. Nie mają nic wspólnego z mitem "paskudnego zachodniego chleba". Do nabycia w wadze 1/4, 1/2 i 1 kg. A skąd mit "PZCh"? Jako odpowiedź zalecam jednokrotny zakup najtańszego chleba tostowego, ja musiałem dokupić margarynę, żeby przeszedł (normalnie obywałem się bez poślizgów).
Mleko i płatki (i muesli i kukurydziane) są w porządku, oczywiście jeśli się nie wybiera jakichś czarodziejskich miksów z zielem rabarbaru i odchudzającą nutą zielonej herbaty. Z produktów mlecznych polecam też mleko czekoladowe (od 1 do 1,80 Fr za litr, w zależności od jakości i tłustości mleka), które było moją tradycyjną nagrodą osobistą.

Sery to oczywiście tutaj poezja - do wyboru, do koloru, od 10 po 100 Fr za kilogram. Polecam Migrosowe camemberty i brie, tańsze niż u nas, a naprawdę są niezłe. Niestety zwykły żółty ser jest dość drogi, ale zawsze można trochę pojechać na "hohlandopodobnych" pakowanych w folię plasterkach sera. Jest to ten sam Schmalzkaesse (ser topiony) co ten w krążkach, więc bez nadziei mi tu na ser "żółty".

Z mięs najtańsze są salami i różnego rodzaju Fleischkaese (po naszemu pasztetowa, ale w plasterkach). Zjadliwe i do kupienia tanio. Ale jak ktoś dysponuje nadmiarem lub zaoszczędzoną gotowizną, to wszelkiego rodzaju Wursty (kiełbasy) są godne polecenia. Ja wzdychałem do czosnkowej, ehh...

Owoce i warzywa - jeśli nie poluje się na produkty FairTrade i Bio, to są w zasięgu portfela. Zwłaszcza wszechobecne brzoskwinie, nektarynki, banany i pomidory. Srodze zawiodłem się na moim niemieckim przysmaku - kalarepie - tu, niestety, potrafiła być i po 2 Fr (5,50 zł!) za sztukę. W sezonie na targu w Polsce można za to nabyć ich dziesięć, a i w Niemczech były dużo, dużo tańsze.

Słodycze - wychodzą zazwyczaj dość drogo. Dobre są czekolady, rodzynki. Dobrej jakości są ciasta i torciki z galaretką (cena do udźwignięcia). Bardzo smaczne są miejscowe, appenzellerneńskie ciastko-torciki Biberli. Wadą jest tu wyższa cena (od 1,5 Fr za ciastko wielkości małej kanapki), ale czasem warto spróbować miejscowych specjałów.

Piwo, no, cóż. Zazwyczaj 1,50 - 1,80 Fr za butelkę i nie jest jakoś specjalnie rewelacyjne (choć nie jest też kiepskie). A próbowałem chyba wszelkich możliwych browarów. Polecam natomiast cydr i pociotków. Cider i Apfellwein (Rittergold jest tu klasykiem) jest dokładnie tym, czego można się domyśleć z nazwy - winem jabłkowym. Ale, broń Boże, nie jedzie siarą i dodatkowo jest gazowane. Taki Jabol du Schampein - 3 Fr za plastikową butelkę 1,5 l. Najlepsze zimne i jak jeszcze ma gaz.
Reszty napitków wyskokowych nie próbowałem, aczkolwiek jest tu parę miejscowych nalewek ziołowych, likierów i innych bajerów. A Smirnoffa to się zawsze w domu napić zdążycie.
Z napitków słodkich warta spróbowania jest Rivella - szwajcarska odmiana kwasu, słodka pierońsko, ale dobra. Wynalazków typu woda z fluidami zielonej herbaty nie próbowałem, choć jest tu ich trochę.

Wartymi zakupu bajerami do naszej kuchni są pomidory w puszce (od 90 rappów za 800g), przydatne przy niedoborach żelaza, magnezu czy pomidorów w organizmie, albo przy robieniu zupy pomidorowej. Od czasu do czasu dobrze jest też się dosłodzić np. owocami z puszki - brzoskwinie, ananasy czy mix w postaci Fruchtcoctailu są dobrymi deserami i nie kłują w portfel. Podobnie mogę zaproponować, choć może nie na deser akurat, sałatkę z tuńczyka, kukurydzy i cebuli oraz zupę mleczną na słodko, z kaszką kukurydzianą i dodatkiem marmolady z truskawek i rabarbaru.

Na koniec polecam serdecznie co jakiś czas potraktować supermarket jak egzotyczne muzeum i po prostu go zwiedzić tak jak się zwiedza muzeum, po kolei, każdy eksponat. Można znaleźć zawsze parę nowych, ciekawych rzeczy.

00:05, endoftheworld
Link Dodaj komentarz »
Tips & Tricks

No, dobrze. Koniec końcem, ale będzie też posłowie... Nie ukrywam też, że zostało mi parę zdjęć :)


Garść porad i ciekawostek dotyczących podróży:

- supermarkety i insze sklepy zazwyczaj są czynne od 8 do 18 i w niedzielę nieczynne (choć bywają i od tego wyjątki), no i mają przerwę obiadową 12-14
- ceny w supermarketach drukowane są na produktach (tak, żeby było trudniej porównywać)
- w związku z tym przy podwyżkach dwa leżące koło siebie identyczne produkty mogą mieć różne ceny!
- ale dla porównań zawsze jest podana cena dla 100 gram, albo dla 1 kg, albo dla 10 g, albo dla sztuki
- ale co z tego, jak każdy kawałek sera waży inaczej, a są pakowane w folię i trzeba sobie znaleźć odpowiednio tani
- promocje czasem są oznaczane tekstem typu "Milschschokolade -0,30 Fr" co niestety nie oznacza ceny 30 rappów, a jedynie O 30 rappów obniżkę tej ceny (zazwyczaj gdzieś małym druczkiem jest "cena dawna..., cena nowa..."
- produkty o bardzo bliskiej dacie "przydatności do sprzedaży" (tak, tu używa się dwóch dat - do sprzedaży i do spożycia) można liczyć na rabatową nalepkę np. -50%, policzą przy kasie
- inne promocje niestety najczęściej obejmują wielopaki, ale co ja bym zrobił z ośmioma puszkami tuńczyka na raz

- cena biletu zależna jest od ilości przejechanych stref, można się przesiadać, masz jedynie wyznaczony określony czas na przejazd (zależny od ilości stref)
- przez 6 tygodni nikt się mnie nie czepiał za spanie gdzie popadnie (namiot, szopy, wiaty etc.), więc chyba nie jest to zabronione - kładź się ze zmierzchem, wstawaj ze świtem, a będzie dobrze; wiat możesz się też spodziewać w Feuerplatz, miejscach ogniskowych, ale pamiętaj, że gdy pada to najpewniej trafisz na miejsce, które wiaty nie ma (są tu też różnego rodzaju wiatki i daszki na drewno do Feuer-grilla)
- schronisk górskich w naszym rozumieniu jest niewiele, noc w Turistlager (sala zbiorowa, koce do dyspozycji, czasem też prąd i ciepła woda) to koszt ok. 20 Fr; warto szukać chat (huette) oznaczonych SAC (Szwajcarski Klub Górski), tu rzadziej trafi się na jakiś górski hotel; najlepszym rozwiązaniem są szałasy (reffugio, Schutzhuette, Rasthuette różnie to z nazwami bywa) niestety zazwyczaj niezaznaczane na mapach, na większych wysokościach - trzeba pytać o chatę bez obsługi - chaty są małe i średnie (w najmniejszej upchnąłbym z 5 osób), dach, ściany, czasem koza-kuchnia, drewno do palenia, ławy, stoły
- granica szwajcarsko-liechtensteinska nie istnieje w praktyce, reszta granic w związku z dołączeniem obu tych krajów do strefy Schengen też przestaje działać w tym roku
- prąd można zdobyć na dworcach, w informacjach turystycznych, muzeach i tego typu miejscach - obsługa jest dość pomocna, ale!
- na mapach wystawionych na ulicach często jest zaznaczona informacja turystyczna - pamiętaj, że taka tablica też jest tu informacją turystyczną
- w wielu sklepach, zwłaszcza na północy i w Liechtensteinie można płacić w euro (choć warto sprawdzić kurs)
- publicznych toalet jest sporo (choć część z nich typu ToiToi) i zazwyczaj są bezpłatne
- sporo jest darmowej sieci w powietrzu (niezabezpieczone WiFi), ale są tu też projekty typu MOBILE, czy SWISSCOM, na które trzeba wykupić czas (nie korzystałem)
- do wózków supermarketowych pasują 5-złotówki, ale pamiętaj, że 1 frank nadal jest mniej wart! (taki tips na wydawanie wszystkich drobnych)
- atrakcje turystyczne są tu niestety dziwnie pootwierane (np. muzeum regionalne - poniedziałek i wtorek, od 14 do 17, i tyle), do części trzeba wcześniej zadzwonić i się umówić; generalnie zwiedzanie przypadkowe wymaga dużej dozy szczęścia.

00:03, endoftheworld
Link Dodaj komentarz »