podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
RSS
czwartek, 31 marca 2011

Ghost Town cz.1

Stałem na zadaszonym dachu, na podeście stworzonym z myślą. I myślałem z myślą o kim go tworzono? Przede mną rozpościerała się łąka. Nie. Zielony nieużytek zielonej linii. Pas dzielący dawnych sąsiadów, którzy złapawszy za karabiny stali się wrogami. Za falującą trawą, ale jeszcze przed falującym morzem, na północy widniały budynki Ghost Town. Mimo że było to niedaleko, drogi broniły zasieki, szlabany, siatki, płoty, karabiny i patrole. I wieżę postawiono, by podziwiać to wszystko."Welcome to Famagusta beach zone view point" głosił obdrapany napis. Punkt widokowy na martwą Famagustę. To była część szopki dla turystów. "Ziemia niczyja", "Fotografowanie zabronione, ale dozwolone z punktu widokowego", "Bilet wstępu do muzeum Miasta Duchów ? w cenie też wstęp na wieżę widokową, lornetka i drink". Brałem udział w tym przedstawieniu i brzydziłem się swoją rolą. Zebraliśmy się by z oddali patrzeć na rozkładającego się trupa, którego śmierci nie mogliśmy zrozumieć. Właściwie zrozumienie nie było nam potrzebne, bo przyjechaliśmy tu popatrzeć na coś zakazanego. Podglądaliśmy przez okulary lornetki wraki budynków i to nam wystarczało.

panorama Ghost Town

Po co ktoś robi takie atrakcje - zastanawiam się do dziś. Dla pieniędzy, to raz. Wytłumaczenie proste, ale przez swą prostotę zbyt powierzchowne. Bo było przecież jeszcze muzeum. Dla propagandy? 25 lat tureckiej okupacji, 25 lat etnicznych czystek". "Ekonomiczne straty spowodowane turecką inwazją". Wycinki z gazet, odezwy, petycje, zdjęcia dawnej świetności turystycznego kurortu. Kurortu, którego truchło właśnie trącaliśmy patykiem przez lornety. Obowiązkowo, jak w każdym cypryjskim muzeum, wyłożona książka gości. Otwieram na chybił-trafił. "Okupacja pozostanie zawsze okupacją, okupant ? okupantem. Slovensko.". "OMG. Głupi pieprzeni Turcy ssą pałę!!! Dostanę was tureckie bękarty! Kim+Lewis" a poniżej rozwinięcie skrótu "Oh my Lady GaGa. Linz". Żałuję, że nie rozumiem greckich wpisów i muszę zadowalać się innymi. "Mam tylko dziesięć lat, ale rozumiem, że to jest złe i myślę, że Turcy powinni oddać ziemię i zostawić Cypr w spokoju. Danny". Zaczynam się wkręcać. "Turcy powinni oddać to, co do nich nie należy. Rodzina z Bradford". "Co za marnowanie pięknego miasta. Mamy nadzieję, że odzyskacie (wasze) miasto, bardzo smutne". "Turcy oddajcie Cypr Cypryjczykom. Zniszczyliście piękną część wyspy. Jest paskudna, brudna i zupełnie nie jak część cypryjska". "Oddawajcie ziemię wy złodziejskie świnie!"

Ghost Town przez lornetę

"Oddajcie natychmiast", "modlę się, żeby oddali", "niech oddadzą".
Przerzucam kolejne kartki, czytam wpisy, które zaczynają się ze sobą zlewać. Są do siebie podobne bez względu na język, wiek czy pochodzenie.
"Cypr zawsze należał do Greków. Mam nadzieję, że niedługo odzyskacie swoją wyspę. Phil i Joan".
"Cypr należy do Cypryjczyków!!! Miejcie nadzieję. Ja mam ją z wami aż go odzyskacie. Kocham, Kathryn + Walter".
Ja nie wpisałem nic. Co mógłbym napisać? To co Shakey: "Jestem przyjezdnym, ale mieszkam na Cyprze i znam obie strony historii! To co zrobili Turcy jest złe, ALE gdyby nie inwazja konsekwencje byłyby o wiele gorsze. Są zawsze 2 strony każdej historii. Shakey"? To byłaby jakaś odpowiedź na głosy większości, ale jak odpisać panu XXX "Oto jestem tu znów, jak co roku odwiedzając punkt widokowy i patrzę na moją rodzinną Famagustę i nie jestem w stanie iść swoją drogą. Modlę się by przed śmiercią móc wrócić wolny, usiąść i cieszyć się swoim domem. XXX". Nie umiem w krótki i jasny sposób wyrazić swojego smutku z powodu tego całego cyrku. Bo jest dla mnie czymś zadziwiającym, ta cała propaganda i ulegające jej tłumy przyjezdnych. Bo mimo wszystko całość stoi na cierpieniu innych ludzi. Bo są w tym jakieś bezkresne pokłady bezsensu.
Piję więc swoje piwo wliczone w bilet i patrzę na Miasto Duchów. Właśnie wsparłem drobną wpłatą grecką machinę nienawiści. 37 lat i nadal zamiast szukania rozwiązania widzę głównie szkołę nienawiści. Inwazja, mord, barbarzyństwo, terror, okupacja. Mój, nasz, oddawać. To nasi polegli, oddaj im hołd. Zginęli za Ojczyznę, złuż im kwiaty. Zabili ich nasi wrogowie, pamiętaj! Pamiętaj! Pamiętaj!

znaki zakazu fotografowania
A wszystko to nie gdzieś w jakimś Farustanie tylko w Unii Europejskiej, Matce wszelkich demokracji
A na koniec czytam jeszcze w księdze: ?Famagusta jest piękna, szkoda, że nie ma wycieczki do samego miasta.". Fakt, przejście graniczne z mojej mapy skasowano i muszę dreptać dodatkowe 15 km do Dhekli, brytyjskiej bazy wojskowej, ale w Famaguście jestem wieczorem.

15:31, endoftheworld
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 marca 2011
Filakismena Mnimata, czyli historia uwięzionych grobów

Stoję na malutkim dziedzińczyku. Gdyby popatrzeć tylko na niebo, błękitne niebo bez jednej chmurki, można by się poczuć jak w folderze biura podróży. Wakacje, plaża, morze, złocisty piaseczek... Gdy dodać ramę do tego sielskiego obrazu zaraz po wywołanej ciepłem słonecznym strużce potu, na podobieństwo pioruna uderzy zimny dreszcz. Ze wszystkich stron wciskają się na mnie ściany. Potężne mury ze złocistego piaseczku i powiewające na ich szczytach chorągwie z drutu kolczastego.
Stoję i niemo wpatruję się w obraz, którego nie rozumiem. Odczytuję nazwiska ze ściśniętych obok siebie krzyży. Afxentiou, tego znam już, Drakos, kolejny mi znany, Pallikarides, Patatsos, Demetriou... Nazwiska odbijają się wewnątrz czaszki wzbudzając znajome dźwięki. Gdzieś słyszałem, czytałem... 1934, 32, 32, 28, 38, 33. Liczę w pamięci lata życia, od urodzin po śmierć. 56, 56, 57, 57, 57, 1956. Młode chłopaki, przeważnie dwadzieścia-kilka lat. Przychodzą na myśl nasze brzozowe krzyże.
Stoję przed trzynastoma grobami schowanymi w więzieniu i wpatruję się w napis po grecku, którego to języka nie uczyli mnie w szkole. Dlatego napis chrzęści i jęczy, ale nic nie mówi. Dopiero później się dowiem, że „śmierć człowieka odważnego, to nie śmierć”, człowiek odważny nie umiera. Jeżeli nie umiera, to co w takim razie zrobić z ciałem? Należy je skrzętnie ukryć i nikomu nie pokazywać. Nikomu, nawet najbliższej rodzinie, choć to grzech. W tutejszej tradycji gdy nie zobaczymy trupa, nie odnajdziemy tej osoby później, po naszej śmierci, w zaświatach. Co przeżywały Matki, którym w dwójnasób odebrano synów?
Ale to co może uspokoić Matkę, może zapalić tłumy, a te ciała nie należały do pierwszych z brzegu. Raczej do pierwszych w szeregu.

Grigoris Afxentiou, urodzony w roku pańskim 1928, zginął nie dożywszy 30 urodzin w okolicach klasztoru Machairas. Partyzant walczący przeciw brytyjskiemu zwierzchnictwu nad Cyprem, uznawany za narodowego bohatera. Drugi w hierarchii EOKA, zaraz po Przywódcy Digenisie.

flagi greckie i cypryjskie

Nie. Źle, to niczego nie wyjaśnia. Jeszcze bardziej zaciemnia się obraz. Pojawiają się nowe osoby, nowe nazwy, nowe miejsca. Trzeba wycofać się jeszcze w głąb historii. Karty historii trzepocą, Cypr zmienia władców. Asyryjczycy, Egipcjanie, Persowie, Grecy, Macedończycy, Ptolemeusze, Rzymianie, Bizancjum, Arabowie, Krzyżowcy, Francuzi, Genueńczycy, Mamelucy, Wenecjanie, Turcy... stop! Stop, bo Turcy właśnie zostali wyprowadzeni w pole – pod koniec XIX wieku Brytyjczycy sprytnie przejęli kontrolę nad wyspą, wypożyczyli ją, „na pewien czas”, potem przejęli na własność. W transakcji wiązanej z wyspą wypożyczani byli jej mieszkańcy, a wraz z nimi ich głowy. W głowach tych były przeważnie, pośród innych, dwie rzeczy. Pierwsza z nich to spuścizna Bizantyjska, którą Turcy osmańscy wspierali. Głowa Kościoła Prawosławnego na wyspie była również głową społeczności, bo to Kościół gwarantował przetrwanie greckości. Druga z nich, nowsza, zapatrzona w Grecję, która wywalczyła sobie w latach 20-tych XIXw. niepodległość, nazywała się Enosis. Zjednoczenie. Grecy powinni żyć w Grecji, my jesteśmy Grekami, Cypr jest grecki. Zjednoczenie. Enosis. Krecie się przecież udało. Problem w tym, że Brytyjczycy nie chcieli o tym słyszeć.
A potem przyszła II Wojna Światowa i nie było słychać już nic.
Ucichły działa, świat się podzielił, nastał nowy ład, a Brytyjczycy pozostawali nadal głusi. Tym bardziej, że ich Imperium powoli traciło kolejne terytoria. Indie, Pakistan, Palestyna, Malaje...
A tymczasem cypryjscy Grecy mówili:„Wie pan, że wszyscy kochamy Anglików. W Enosis nie ma nic antyangielskiego.(...) Enosis nie jest nastawione antybrytyjsko. Lubimy Brytyjczyków i chcemy, by zostali tu jako przyjaciele. Ale chcemy być panami samych siebie.” A tymczasem wszystko, co Brytyjczycy oferowali to „brak perspektyw dla młodych - nie wykorzystywano ich potencjału”.”W Anglii [Cypryjczyk] mógłby zostać kelnerem, ale w Grecji - 'przymierającej głodem Grecji' - Cypr się liczył; dał jej ministra spraw zagranicznych, nie wspominając o dwóch generałach, zastępach urzędników, prawników i tak dalej. Cypryjczycy byli tam u siebie, podczas gdy dla Brytyjczyków pozostali 'stadem miejscowych', niewiele lepszym od szympansów.” Może i Enosis skazywało Cypr na bycie daleką prowincją w źle zarządzanym i skorumpowanym kraju, jakim była Grecja, ale byliby u siebie. A w Nikozji wówczas i tak „nie było publicznego basenu czy teatru, nie można było kupić francuskiej gazety”.
Ideę Enosis podniecali również prawicowi politycy, audycje Radia Ateny i opieszałość odległej od Londynu administracji brytyjskiej. Sukcesywne, uparte kręcenie lontu. I lont został podpalony. W 1955 roku zawiązano zbrojną Ethniki Organosis Kyprion Agoniston – EOKA - Cypryjską Organizację Wyzwolenia Narodowego. Na ulicę wyszli uczniowie i robotnicy, a w biały dzień rozlegały się na ulicy strzały, rzucano bomby. W obliczu bezsilności policji do pomocy przysłano brytyjskich komandosów.
Legenda głosi, że Digenis Akritas, Bizantyjski bohater, przybywając z odsieczą przeciw Saracenom z Turcji na Cypr złapał się gór, by wyjść z morza. Śladem tego jest część Gór Kyreńskich – Pentadaktylos, Pięciopalczasty. Digenis stał się pseudonimem Georgiosa Grivasa, komendanta EOKA, który nie zamerzał być gorszy od wybranej przez siebie legendy.
Przywódcą społeczności, zgodnie z wielowiekową tradycją, był arcybiskup Cypru, Makarios III. Nie popierał on terroru, ale jak najbardziej optował za Enosis. Z racji swoich poglądów i pozycji był nie lada zadrą dla Brytyjczyków, a po wyzwoleniu przez siedemnaście lat prezydentem Cypru. Nie ma chyba miejscowości na Cyprze, w której nie byłoby ulicy imienia jednego z tej trójki: Grivasa-Digenisa, Makariosa III czy Afxentiou. Piłsudski + Jan Paweł II + Kościuszko przemnożeni przez Solidarność i Powstanie.
W takiej sytuacji Brytyjczycy już w maju 1955 roku dostali problem w postaci pierwszego mordu politycznego. I największym problemem nie była wcale śmierć policjanta rozpracowującego EOKA, zastrzelonego w biały dzień na ulicy przez Michalisa Karaolisa. Większym problemem był oczywiście sam Karaolis, którego złapano i prawomocnie skazano na śmierć. Ale nie to było najgorsze, bo większość Greków uznawała ten wyrok za sprawiedliwy. Największym problemem było to, że Grecy uznawali czyn Karaolisa za usprawiedliwiony i sprowokowany, a kara, mimo że sprawiedliwa, nie powinna być według nich wykonana. Karaolis stał się symbolem, a nie jest mądrze darowywać symbole rewolucjom.
I w ten właśnie sposób wróciliśmy do początku mojej opowieści – ciało bojownika, które dostało się za mury więzienia i zawisło na szubienicy, nie mogło ich opuścić jako relikwia. A więzienie jest stworzone do pilnowania tego, co wewnątrz. Dziewięciu powieszonych partyzantów pozostało w bezimiennych grobach na pilnie strzeżonym terenie. Pozostałe cztery ciała specjalnie przywieziono i pochowano tutaj, by miejsca ich spoczynku nie stały się miejscami zapalnymi. A było czego się obawiać.

Grigoris Afxentiou, urodzony w roku pańskim 1928, zginął nie dożywszy 30 urodzin. Uznawany za narodowego bohatera. Drugi w hierarchii EOKA, zaraz po Przywódcy Digenisie. W czasie bitwy pod Spilią w pojedynkę osłaniał odwrót oddziałów partyzanckich. Korzystając z mgły ostrzelał otaczające ich brytyjskie oddziały wywołując tym samym wzajemną wymianę ognia pomiędzy nimi. Sam w tym czasie zdołał uciec. Wysadzał, strzelał, uciekał, ukrywał się. Po prawie dwóch latach partyzanckiej walki został osaczony w górach Troodos, w swojej kryjówce w okolicach klasztoru Machairas. Walczył, odmówił poddania się, został spalony żywcem. Dwa lata partyzantki na wyspie o powierzchni mniejszej od województwa opolskiego.

Nie popieram celów EOKA, nie uważam za słuszne ich metod, ale taka legenda robi na mnie wielkie wrażenie. I właśnie dlatego trzeba było ją zamknąć za murami więzienia.

znaki do więzienia

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Lawrence'a Durella „Gorzkie cytryny Cypru”.

niedziela, 27 marca 2011
Jak trafiłem do mamra

Uspokajam Szanowną Rodzicielkę – nic się nie stało. Choć muszę powiedzieć, że było to dla mnie wielce zaskakujące. Tak, że nawet nie zdążyłem wyjąć narychtowanej na taką okazję odpowiedniej legitymacji.

Jaką mam strategię zwiedzania? Parę rzeczy przeczytałem wcześniej, dużo biorę z informacji turystycznej, a zwłaszcza z map, staram się nie przesiewać atrakcji i brać jak leci, co podają. Powoduje to czasem, nie często, ale jednak, że idę do miejsc o których nie mam zielonego pojęcia. W związku z tym, że lubię wiedzieć, co jest w bocznych uliczkach oraz z tym, że Cypryjczycy nie lubią zbytnio chwalić się publicznie nazwami ulic bywa też, iż docieram na miejsce odmienne od zamierzonego, czyli, popularnie mówiąc, gubię się.
Na mojej mapie Nikozji wypatrzyłem tedy obiekt o chwalebnie brzmiącej nazwie Filakismena Mnimata – Tombs of Cypriot Heroes. Podejrzewałem, że ma to coś wspólnego raczej z historią współczesną niż z antycznymi herosami. Nie miałem jednak zielonego pojęcia jak takie krypty mogą wyglądać. Mapa kierowała mnie za rzekę Pediaios ku linii demarkacyjnej, kawałek od centrum miasta i centrum moich zainteresowań. Minąłem drogowskaz na siedzibę Wysokiego Komisarza Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i zgodnie z tabliczkami zbliżałem się do Wydziału Więziennictwa oraz do rzeczonej Filakismena Minimata (znak brązowy). Po chwili cumulusy drutu kolczastego uświadomiły mi, że Wydział Więziennictwa ma do swoich podopiecznych niedaleko. Szlag mnie za to trafił, gdy zobaczyłem koniec uliczki, szlaban, więzienną bramę i żadnej drogi w bok. Znaczy, znów wyprowadzili mnie w pole! Tyle łażenia na próżno! I parę ciepłych słów pod adresem Informacji Turystycznej. Zostałem jednak nauczony, że koniec języka za przewodnika, że władza ma służyć ludziom, a turystom zwłaszcza i bać jej się nie należy. Skierowałem więc swoje kroki do owej bramy i z miną podróżnego podchodzącego do informacji zapytałem, czy panowie nie wiedzą gdzie są moje krypty. Odpowiedź spowodowała, że zatrzepotałem rzęsami jak dobra pensjonarka, za to minę pewnie miałem strusia zaskoczonego na betonie. „Są tutaj” uściślił strażnik więzienny, a ja zacząłem szczerze wątpić w znajomość angielskiego swoją, jego i obu nas naraz. Mimo to wszedłem we wskazane drzwi. Kolejny strażnik o gabarytach Andrzeja Gołoty polecił odstawić plecak i zapytał co mam w kieszeniach. A właściwie to nieważne, niech wszystko wyjmie i schowa do plecaka. Potem jeszcze bramka wykrywacza metali. Pasek? Zdjąć. Nie pika? Dobrze. Poczułem się trochę jakbym miał z tego więzienia już nie wychodzić. Odetchnąłem, że mogę choć pasek założyć z powrotem.
Aparatu nie pozwolono mi zabrać (dlatego zdjęcia są z ulotek, a nie z rzeczywistości). Za to strażnik wskazał mi kolejne drzwi i polecił iść za „nim”. Drzwi się zamknęły zanim poprosiłem o dookreślenie osoby przewodnika, trzeba było więc polegać na sztuce improwizacji. Przeszedłem przez szlaban za więziennym dżipem i doszedłem do najbliższych budyneczków. Zatrzymałem się, żeby się rozejrzeć i dopiero klakson dżipa uświadomił mi, że to on jest właśnie „nim”. Spacer w pełnym słońcu za samochodem wzdłuż wysokiego muru zwieńczonego kilkoma zwojami drutu kolczastego, mijając co jakiś czas wścibskie oczy kamer przemysłowych, a do tego pustka w kieszeniach. Chciałem przygód, to są, w pełnej okazałości. Czułem się doprawdy nieswojo.
W tym dziwnym samochodo-ludzkim konwoju doszliśmy to ciężkich metalowych drzwi w murze więziennym. Z samochodu wychyliła się ręka kierowcy i dwa razy na nie pokazała palcem. Przekroczyłem próg, wszedłem w cień rzucany przez mur i uspokoiłem się, gdy zobaczyłem białą tablicę z nazwiskami. Za kolejnymi drzwiami widziałem groby. I to wszystko. Tablica z trzynastoma nazwiskami i trzynaście grobów, chłopaków przeważnie dwudziestoletnich. Napis na ścianie, krzyże, zdjęcia, nazwiska.

Uwięzione groby

 

Uwięzione groby - szubienicaUwięzione groby - cela śmierci

Uwięzione groby

Dopiero później dowiedziałem się o co w tym wszystkim chodzi. Ale o tym jutro...

20:35, endoftheworld
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 marca 2011
Spiritual trip cz.3

Trzeciej religii jeszcze nie poznałem. Za to przeżyłem innego rodzaju emocje powiązane ze sferą sacrum. Historia Cypru związana jest z przechodzeniem tej ziemi z rąk do rąk. Przechodziły też świątynie. I dziś ich historia często wygląda tak: kościół bizantyjski wybudowany na miejscu dawnej greckiej świątyni, gotycyzowany w średniowieczu, za panowania Arabów przebudowany na meczet, w czasach osmańskich przekazany kościołowi prawosławnemu, dziś użytkowany jako cerkiew/kościół/meczet/galeria/muzeum – niepotrzebne skreślić. Największe wrażenie zrobiły na mnie potężne gotyckie katedry św. Mikołaja w Famaguście i św. Zofii w Lefkosi/Nikozji, czyli dzisiejsze meczety Lali Mustafy Paszy i Selima. Pozbawione wież, za to z minaretami, bez figur i witraży, ale z ażurowymi wypełnieniami okien i nie przytłaczające swoją wielkością, bo pomalowane na biało i zaaranżowane horyzontalnie. I puste, bez prawie żadnych mebli. Już wcześniej zdejmowałem buty przed wejściem do kościoła, ale to zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. Jakbym spotkał w znajomym ciele osobę podobną, choć o zupełnie odmiennym charakterze. A może to po prostu cieszy mnie coś nowego?

meczet Lala Mustafa w Famaguście


Mimo wszystko cieszę się jednak, że w większości to nadal są świątynie. Świat w którym dorastałem wpoił mi wielką estymę do ziemi poświęconej, tolerancja poszerzyła to na inne religie. Rozumiem czemu niektóre miejsca są zawsze święte, mimo że pogańskie kulty zastąpił katolicyzm, potem protestantyzm i islam. Trochę dziwnie się czułem wchodząc do holenderskiego kościoła przerobionego na salę koncertową z naturalnym w tej sytuacji dodatkiem – kawiarenką. Czy na Słowacji gdy zwiedzałem magazyn w dawnej synagodze. Rozumiem logikę tych sytuacji, ale miałem wtedy wrażenie, że coś jest nie na miejscu. Tu mi się wszystko zgadzało – pozostawiono szacunek zmieniając jedynie symbolikę.

wejście do katedry

absyda meczetu

Meczet Selima w Nikozji

Katedra Selima w Nikozji

Katedra Selima w Nikozji

 

Appendix

Klasztor Machairas

Właściwie to pojawiła się i trzecia religia.

Poprzedni dzień był długi a noc naturalnie przez to zrobiła się krótka. Obudziłem się o świcie, zjadłem lekkie śniadanie (ciężkiego nie chcę nosić w plecaku) i ruszyłem do klasztoru. Klasztorów tu na wyspie jak w kiści winogron, ale warto się do nich wybierać, choćby ze względów estetycznych. Wszedłem więc do jednego z nich, godzina 6:15 więc turystów jeszcze nie ma i nie będzie przez najbliższe 2,5 godziny. Przywitałem siostrzyczkę zamiatającą podłogę i zagłębiłem się we wnętrze kościoła. Niektóre klasztorne kościoły to ciekawe zlepki większych i mniejszych pomieszczeń dobudowywanych wraz z rozrastaniem się klasztoru. Tak było tym razem. Duża główna nawa i dwie mniejsze w układzie bazylikowym, po bokach i trzy czy cztery kaplice boczne rozmieszczone dość niesymetrycznie. Przycupnąłem sobie w jednej z kaplic na krześle i oddałem się kontemplacji fresków. Chciałbym tu zaznaczyć dwie rzeczy - po pierwsze krzesła w tutejszych świątyniach mają wysokie oparcia i podłokietniki i są dość wąskie, tak że człek siedzący jest dość dobrze utrzymywany w pionie, po drugie zanim się zabieram za udawanie japońskiej wycieczki to lubię na spokojnie popatrzeć przez własne oko na takie wnętrza. Siedzę więc ci ja w wygodnym krześle i patrzę, i kontempluję. Nagle słyszę organy. Poeta napisałby anielskie pienia. Napisałby tak na pewno, z tego względu, że kościół ortodoksyjny, czyli prawosławny organów wyzbył się ze świątyń. "I potem się obudziłem" mozna by powiedzieć. I w sumie trochę racji by w tym było. Ale kto mi powie, jak właściwie wygląda Objawienie?

mozaika św. Jana

Miesiącznica (aka miesiączka)

Na chwilę zniknąłem w czeluściach głuszy. Ponoć Półwysep Akamas to najdziksze miejsce na całym Cyprze. Na pewno nie ma tam netu :) Relacja z samego półwyspu może kiedy indziej, wszak posty mają niejakie opóźnienie czasowe (tak, dotarłem już do zachodniego wybrzeża; nie, nie wyjechałem jeszcze z Cypru).

Czas na małe podsumowanie - minął już miejsiąc mojej podróży, wydałem pierwszy 1000zł z mojej magicznej sakiewki, zwiedziłem pobieżnie pierwszy kraj. Jako, że podróżuję jako slow-rider Cypr, który zajmuje powierzchnię zbliżoną do województwa świętokrzyskiego zajął również kupę czasu. Poniekąd z tego powodu, iż przemieszczam się głównie na piechotę, stopa używając okazjonalnie. Niemniej biurokracja mnie pogania, wiza tyka tak głośno, aż się budzę w nocy i mam nadzieję, że w ciągu najbliższych 7-10 dni osiągnę koniec Cypru i przez Turcję przebiję się nad granicę syryjską. Mam też nadzieję, że do tego czasu w Syrii trochę się uspokoi.

13:40, endoftheworld
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3