podróż do wnętrza zewnętrza, bo nie ma mnie tu i tam nie istnieje
RSS
czwartek, 18 sierpnia 2011
Sacrum lebanonum

Drugi niemy post. Trudno mi pisać o religijności, łatwiej o religiach, dlatego post niemy. Sacrum, w przeważającej większości maronickie. Czyli chrześcijańskie, ale niezupełnie nasze. Choć właściwie jak nasze...

Figura na kościele.

Kościół z plakatem JPII

Kapliczka miejska

Kapliczka miejska

Kapliczka wiejska

Kapliczka w skale

Figura świętego

Święci na sprzedaż wystawieni.

Figura świętej

Wnętrze kościoła

Libańczycy u Harissy

Harissa

Matka Boska w Harissie

Harissa oświetlona

Święty Jerzy zabijający smoka

 

Wnętrze meczetu

11:24, endoftheworld
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 sierpnia 2011
Przed 100 laty, przed tygodniem...

jakie właściwie znaczenie ma czas. Mam w głowie parę starych fotografii Warszawy z czasów czarno-białych. Chodzę po Bejrucie i, gdy wyłączę widzenie w kolorze, widzę bardzo podobne obrazy. Czy to czas się zatrzymał? Czy wystarczy przemieszczać się w przestrzeni by przemieszczać się w czasie? Czy to właśnie jest czasoprzestrzeń?

Zapraszam na dwie dość nieme (bo bez podpisów) podróże po Libanie. Dziś pierwsza. Bejrut stary-nowy-stary.

Bistrot, reklama z rowerami.

Liczniki energii.

Przybytek "Elegance"

Kot przebiega ulicą.

Kamienica.

Dom w winobluszczu

Drzwi, czy raczej wierzeje.

Domy w Bejrucie.

Wieża zegarowa w Centrum.

Biurowiec w Centrum

Wieżowiec ze śladami po kulach.

Republika chleba - napis na murze.

Zasieki w mieście

Zniszczenia wojenne i odbudowany meczet.

Budynek

Wieżowce i budowa nowych.

Murale z Brucem Lee

Widok zza figurek kapliczkowych.

16:40, endoftheworld
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 sierpnia 2011
Z Libanu przejechałem do Syrii - czyli jestem już w Turcji

Ci, którzy zajrzeli do atlasu lub są bardziej zaznajomieni z geografią Bliskiego Wschodu, spostrzegli już pewną nieścisłość. Był Cypr, Turcja, potem Jordania, potem Liban. Nie latałem samolotem, więc musiałem przedostawać się przed Syrię. Właściwie spędziłem tam w sumie prawie trzy miesiące. Ile!? To gdzie w takim razie są posty!? Oto nadchodzą. Jeszcze pewnie wrzucę coś o Libanie, ale jakby się ktoś martwił o mnie, to chciałbym żeby już przestał.

Syria to kraj przemiłych ludzi (o ile nie są akurat agentami bezpieki), ale i kraj demokratycznego reżimu. Chciałem oszczędzić sobie kłopotów i stresu na granicach. I tak robiłem władzom wystarczająco dużo problemów swoim zachowaniem i wolałem nie ryzykować bardziej. Kto wie, kto czyta moje wpisy w necie? A tu nie wpuszczają dziennikarzy. Teraz jestem już w Turcji i w zasadzie najgorsze co mogą mi zrobić, to odmówić syryjskie wizy następnym razem. Byłoby szkoda, bo chciałbym tam wrócić, ale sądzę, że do tego czasu Syryjczycy zmienią u siebie wiele.

Na dzień dzisiejszy wojsko z czołgami wjechało do trzech dużych miast i otoczyło je kordonami bezpieczeństwa: Dara (południe), Hama (centrum) i Deir-ez-Zoir (wschód) są zamknięte nawet dla wielu miejscowych. To dość mocno paraliżuje, bo ostatnie dwa są ważnymi węzłami komunikacyjnymi. A na pustyni nie ma zbyt wielu dróg. Problem Dary zaś to problem przejazdu do Jordanii i Morza Czerwonego, to jedyna droga na dziś. Na ulicach demonstranci giną co tydzień. Żołnierze zresztą też, nie miejmy złudzeń, że opór jest jedynie pokojowy. Nawet w Indiach Gandhiego też pojawiała się przemoc, a kultura islamu jest o wiele bardziej agresywna niż jej hinduistyczna siostra. Trudno zliczyć ofiary, bowiem brak jest obiektywnych źródeł. Jedno jest pewne - na ulicach giną ludzie. Niestety jest to już tradycją tego kraju.

Mam nadzieję, że Syryjczycy wywalczą sobie lepszą przyszłość. Mam też nadzieję, że wygrani będą mieli pomysł jak tą przyszłość zbudować. Słucham wiadomości z Egiptu, gdzie przerywane są programy humanitarne, bo zaaprobowano je za Mubaraka. Mam wrażenie, że Arabska Wiosna ma pomysł tylko na pierwszy krok. A może się mylę? Oby.

Tagi: Syria Turcja
11:46, endoftheworld
Link Komentarze (3) »
Leje jak z cedra

- Za dużo podróżujesz
- Hę?
- Widziałem Cię trzy dni temu w wiosce Batroun, przechodziłeś pod moim domem.

Cedr w Cedars.

Stary cedr w Cedars.

Napisy yryte na cedrze.

Cóż, w Libanie mieszka 5 milionów ludzi, gdy człowiek się szlaja z miejsca na miejsce, jak ja, a do tego jest dość charakterystyczny, też jak ja, to może sam nie pozna wszystkich, ale za to wszyscy jego będą kojarzyć. Może to wykorzystać? W sumie jako chrześcijanin mógłbym kandydować na prezydenta Libanu! Miałbym o tyle łatwiej, że tu wszystko jest dokładnie podzielone: prezydent musi być chrześcijaninem i to maronitą, premier muzułmaninem-sunnitą, a marszałek sejmu szyitą (podział ten rozwinięto później na ministrów, szefów głównych urzędów i miejsca w parlamencie). Nie mam co prawda obywatelstwa, ale z tego co słyszę i czytam, odpowiedniej wysokości łapówka załatwiłaby sprawę. Mimo wszystko nie mogę? No cóż, pojęcie libańskiej polityki przechodzi wszelkie pojęcie. Z kim tu nie rozmawiam to słyszę, że tego się nie da pojąć. Ale w sumie nikomu to nie przeszkadza i Libańczycy są jak Polacy: gdzie dwóch tam trzy zdania i dyskusja schodzi na politykę. Prócz tego jest to jeden z tych narodów, w którym więcej obywateli żyje poza granicami kraju niż w ojczyźnie. ?Sejm-sejm? jak tu mówią pocierając o siebie wyprostowane palce wskazujące, gdy chcą zaznaczyć podobieństwo.

Plakat z politykami.

Jednak niesamowite jest dla mnie to, że mimo tylu animozji wewnętrznych, tak odmiennych religii, poglądów politycznych, wszyscy, z którymi miałem okazję porozmawiać, czują się Libańczykami. Cedr i czerwono-biało-czerwone barwy można spotkać tu wszędzie. I bynajmniej nie jest to syryjski czy białoruski prezydent. Tu ludzie czują się patriotami i dlatego zaznaczają swoją libańskość z własnej, nieprzymuszonej woli. Czy pozwala na to prawo? Wszak u nas wywieszanie barw narodowych podlega ścisłej reglamentacji kalendarzowo-okazyjnej. Żeyak, Kuba? Tu jest Liban, tu każdy robi wedle uznania. Tu prawo jest jedynie zbiorem podpowiedzi i jeżeli masz ochotę jechać na czerwonym, to jedziesz. Odpowiadasz oczywiście za konsekwencje swoich czynów, ale nikt się tu o takie pierdoły nie będzie czepiał. Ale nie wiedziałem by ktoś barwy narodowe znieważał. Może w pojęciu niektórych malowanie zapór przeciwczołgowych na biało-czerwono z zielonym cedrem to zniewaga, ale mnie się to podoba. Cedr jest łatwiejszy do zamienienia w szablon niż orzeł, więc i cedry zieloną farbą ze spreju można tu spotkać częściej niż u nas orzełki. Na murach. Na drzwiach. Na bramach. Na czołgach, oczywiście. Na budkach wartowników. Te ostatnie nawet nie psują kamuflażu :)

Drzewa wymalowane na szkole.

Klomb w barwach narodowych.

PS. Oczywiście cedry mają słoje, a nie leje, ale tytuł brzmiał mi... właściwie coś w nim zgrzytało, ale minęły dwa dni zanim doszedłem co. Czy to zwyczajne zaćmienie półkuli, czy też język mi się kończy? Eee... chyba nie... po prostu dawno na mnie nie lało z cedra i schnę :D

11:38, endoftheworld
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 sierpnia 2011
Droga Aniu

właśnie wyszedłem spod ziemi. Nieczęsto ostatnio mi się zdarza tam bywać, więc skoro nadarzyła się okazja - grzech nie skorzystać było. Liban ma przepiękne jaskinie, tak przynajmniej widziałem na zdjęciach. Ma też kilka jaskiń udostępnionych turystycznie. Ponieważ musiałem kombinezon szambonura wyciągnąć z plecaka (na jego miejsce wszedł śpiwór, uznałem, że będzie mimo wszystko bardziej przydatny) to na nich właśnie skupiła się moja uwaga. Parę razy co prawda próbowałem wcisnąć się w jakieś napotkane hole-ry, niektóre nawet były całkiem obiecujące, ale co z tego. Na powierzchni butelka wody, ciuchy mam jedne i światło liche. Do tego plecak zostawał na zewnątrz. Ech, pieski los, musiałem odpuścić. Nie odpuściłem jednak Jeita (albo Jaita) Grotto. Miałem taki plan, przyznaję, parę rzeczy mnie trochę odpychało od niej. Po wyjściu, cóż miałem i nie miałem racji. Ale od początku.
Jaskinia Jeita (czyt. Żejta nie Dżeta, tu everybody bardziej francois są) jest jedną głównych atrakcji Libanu. O wiele bardziej niż Raj dla nas. Pół godzinki od Bejrutu (1,5 w godzinach szczytu) i 15 minut od morza jeszcze bardziej podnoszą jej atrakcyjność. Z tego też powodu bilety do niej są chyba najdroższe ze wszystkich miejsc w Libanie (ale bez przesady 36 zł da się przeżyć, to nie Petra). Co mamy w cenie? Już czytam z biletu: przejazd kolejką linową, przejazd pociągiem, wstęp do sali projekcyjnej, wejście do Górnej Jaskini, wejście do Dolnej Jaskini (jeśli to możliwe). Całość zamyka się w 2h zwiedzania.
Jeita próbuje też swoich sił w wyborach na Nowe 7 Cudów, co głoszą natrętnie wszędzie rozlepione plakaty, ulotki, naklejki i tylko na papierze toaletowym nie ma tej informacji. Cuda są nie świata, tylko natury po prawdzie, ale konkuruje z naszymi Mazurami, więc tak czy siak nie będę na nią głosował (nota bene w konkursie startuje również, jak głosi oficjalna mapa, Black Forest z Niemiec (sic!)).
Tyle szczegółów technicznych. Teraz pewnie chciałabyś zobaczyć jakieś zdjęcia? A figa z makiem! Jakoś przeżyłem przerost formy nad treścią (kolejka linowa dubluje drogę, jedzie się nią 3 minuty - ze 100 m przewyższenia), przeżyłem też tłumy wszeteczne turystów i rozwrzeszczanych wycieczek szkolnych, ale przeczytawszy o zakazie fotografowania byłem gotów zrobić w tył zwrot. Parę osób jednak mówiło mi, że naprawdę warto zobaczyć, jeden Libańczyk, że można focić, tyle że bez flesza... Przekonali mnie, jakoś to będzie myślałem. Przy wejściu jednak chcą by wszystko chować do szafeczek. Aparaty, kamery, nawet telefony komórkowe! Tu ktoś pomyślał, perfidnie, ale pomyślał. Oczywiście parę osób i tak coś tam pstrykało. A ja? Cóż, wiesz przecież, że jestem głupek. Uczciwy.
Wszystko to pozostawiło we mnie niesmak i wielki niedosyt. Ty przecież wiesz, jak zwiedza się ze mną dziury i to mi w Tobie właśnie pasowało. Na spokojnie, niespiesznie, zajrzeć wszędzie, w każdy zakamarek i za każdy stalagmit. A tu wycieczki, przewodnicy, szybciej, szybciej i do tego zakaz fotografowania. Serce mi wyrwali z piersi! Ale mimo wszystko warto było... Jaskinia jest przepiękna, niezbyt długa, ale pełne sale stalaktytów, gmitów i gnatów są stale. Do tego w Dolnej Jaskini można się przepłynąć elektrycznymi łódkami. Pozostaje Ci tylko sobie wyobrazić jak było w środku. Nasze dziury pod względem szaty się nie umywają.

Widok z kolejki linowej.

Zdjęcie zdjęcia wnętrza Jeita Grotto.

Jednak nie będę okrutny i nie będę dręczył Twojej wyobraźni aż tak bardzo. Na szczęście byłem jeszcze w jednej dziurze - w Jaskini Qadischa. W górach, kawał od Bejrutu, od parkingu do wejścia dużo dalej i nie ma tylu sklepów z pamiątkami naokoło ? krótko mówiąc same zalety. Tylko mniejsza jest, ale wynagradzają to możliwością fotografowania. Toteż poniżej Liban podziemny, wersja light.

Buziaki i tęsknię jednak za naszym wspólnym jurajskim krasem :)

Podziemna rzeka jaskiniowa.

Nacieki jaskiniowe.

Nacieki jaskiniowe.

Korytarz jaskiniowy.

Korytarz jaskiniowy.

Widok spod wejścia do jaskini.

PS. Pamiętaj, że to (tylko) Qadischa Grotto.

PS2. I jeszcze parę zdjęć, których tu nie powinno być. Niespodzianka. Według przewodnika poszedłem zobaczyć przełom. I co? I wpadłem w dziurę :) Cóż, warto było tyle studiować, by móc odróżnić "gouffre" od "gorge" :P (dla niezaznajomionych "gouffre" to jaskinia, a "gorge" to wąwóz; w uproszczeniu)
Zrzymam się, zrzymam, ale w końcu od Księgi zwanej również Lonely Planet wymagam więcej niż od Pascala... Pozostaje popatrzeć w dziurę :)

Czarna pustka jaskini w wąwozie.

Jaskinia z bliższej odległości.

Most w jaskini.

Widok z wnętrza jaskini.

13:15, endoftheworld
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17